Na południowej drzemce z Maciusiem sobie leżę i nie wierzę, że minęło już ponad rok od ostatniego wpisu, że jestem już w 30 tygodniu ciąży i właściwie za dwa miesiące mogę już tulić naszą córeczkę Asię.
Na południowej drzemce z Maciusiem sobie leżę i nie wierzę, że minęło już ponad rok od ostatniego wpisu, że jestem już w 30 tygodniu ciąży i właściwie za dwa miesiące mogę już tulić naszą córeczkę Asię.
Nie wiem jak innym kobietom, ale mi towarzyszy strach, gdy myślę o tym, czy decydować się na kolejne dziecko. Czy się otworzyć na tego człowieka, który może pojawić się w naszej rodzinie, czy powiedzieć: STOP!
Po czterech tygodniach przedstawiam Wam naszego najmniejszego Supełka. Maciuś jest bardzo słodki i kochany , acz domaga się non stop uwagi, przytulania itd. Ja dosyć dobrze funkcjonuję. Mam chwile załamki i uronię czasem łezkę albo - wprost przeciwnie- jestem wściekła na resztę dzieci i G - i opieprzam wszystkich bez skrupułów.
Ponoć kolki trwają okolo 100 dni. My juz 30 mamy za sobą. Nie wiem zresztą, czy to rzeczywiście kolki. Sa lepsze i gorsze dni, kiedy Maciek się wygina, płacze i stęka. Ale przechodzimy to juz kolejny raz, więc robimy co możemy, a resztę trzeba przeczekać.
Prawdę mówiąc, ja sama myślałam, że blog ten umarł śmiercią naturalną, z braku czasu i zapomnienia. A jednak - przychodziła mi do głowy myśl, że warto od czasu do czasu coś napisać dla (własnej, z mych trzewi zrodzonej) potomności. Po kilku latach - miło to czytać.
Minął rok, od kiedy przeprowadziliśmy się na wieś. Szybko. Bardzo dużo pracowaliśmy przez ten rok, w domu i na podwórku. Dzieci - wiadomo- to oddzielny rozdział.
Wczoraj siedzieliśmy wieczorem na ławeczce przed domem, ciesząc się z tego, co jest. Ania chodziła, prawie biegała po podwórku ( ma prawie 15 miesiecy). Rok temu płakała ciągle, ja chorowałam ( covid i nawracające zapalenia piersi), w domu był balagan nie do zniesienia. Byłam fizycznie i psychicznie w niemocy. Ale Bóg mnie przez to wszystko przeprowadził. I jestem nadal.
Wyjazdy wakacyjne juz załatwiliśmy, teraz spokojnie możemy robić to co chcemy w domu. G remontuje kuchnię, ja ogarniam dzieci i w międzyczasie dzialam troche w ogródku. Jest susza, ale podlewamy i rośnie.
Przeprowadzając się tutaj, balam się, że zostaniemy bez wspólnoty, że się zatracimy w urzadzaniu się. Jest zupełnie inaczej. Nasze zycie wspolnotowe zintensyfikowało się. Dostałam tutaj tak wiele Słowa, że aż chce mi się dzielić tym, co Bóg zrobił i robi we mnie. Żeby inni też to dostali. Żeby nie cierpieli tak, jak ja cierpiałam. Żeby odnaleźli Sens.
Dowie sie tylko ten, kto w nią wyruszy.