środa, 13 lipca 2016

Lipiec ucieka

- Basiu, czemu jesz tę skórkę od parówki z takim namaszczeniem?
- Bo wiesz mamo, w niej jest dużo witaminy C.

***

- Dzień dobry pani Basiu.
- Dzień dobry. Co chce pani kupić w moim sklepie?
- Poproszę etui na długopisy.
- Nie ma.
- A to (wskazuję palcem) co ?
- Pilot do telewizora.
- To poproszę pilot do telewizora.
- Nie ma.
- Jak to nie ma? A ten?
- Ten jest na wystawie i nie jest na sprzedaż. To co chcesz kupić?
- A co jest na sprzedaż?
- Kwiatek albo lornetka. Decyduj się. Chcesz czy nie?

***

Post ekspresowy, bo czasu jak na lekarstwo. Basia nie chodzi w lipcu i sierpniu do przedszkola, więc mam co robić. Żyjemy, mamy się dobrze,  zmagamy się ze sobą (ja i Basia), przepraszamy, krzyczymy, odsyłamy do pokoju itd. Samo życie. Marynia pełza po podłodze i szuka nowych smaków. Ostatnio zaczęła gryźć dywan. I ćwiczy plucie na odległość.


wtorek, 21 czerwca 2016

Piąta rocznica.

- Halo, no co tam?
- Jesteśmy w Zielonce na festynie misyjnym. Jemy grochówkę z kotła i gra Tomasz Kamiński z zespołem.
- Kto? Powtórz, bo nie zrozumiałam.
- To-masz Ka-miń-ski!
- Nie musisz być złośliwy.
- Nie jestem.
- Jesteś. Powiedziałeś to z przekąsem.
- Nie powiedziałem.
- A właśnie że powiedziałeś!

środa, 15 czerwca 2016

Brrrrrrr!

Na zewnątrz bardzo przyjemna temperatura, w sam raz do spania. Ale ja będę wydawać za chwilę tytułowy okrzyk biorąc prysznic w zimnej wodzie. Uroki życia w mieście ;) Rozpoczął się nareszcie długo wyczekiwany, wyproszony, wymęczony i wypłakany remont naszej ulicy. I podobno dzisiaj okazało się, że nie wszystkie rury są na planach. A konkretnie nie ma tej od gazu (to co to za plany???). Gazu nie ma od dzisiejszego południa i ma nie być do jutra. A że ciepłą wodę zawdzięczamy piecowi gazowemu - dzisiaj przeprosiliśmy się z czajnikiem elektrycznym. Całe osiedle, a nawet cała ulica. Jak bym na wsi mieszkała, to bym sobie w piecu rozpaliła. Kaflowym. Albo żeliwnym. A tak to trzeba w zimnej albo pobratać się z brudkiem.

Maryni pokazał się dziś pierwszy ząbek. Jeszcze podczas wieczornego spaceru rozmawiając z sąsiadką mówiłam, że coś tych zębów nie widać, a tu pół godziny później poczułam i zobaczyłam przyczynę stękań i płaczów Marysi. Moja córcia malutka. Przed snem płakała z bólu i dałam jej ibufen. Ona taka bezbronna wobec bólu. Jak ta maleńka sarenka, co dzisiaj stała na cieniutkich nóżkach za naszym płotem. Takie maleństwo i cały świat naprzeciwko. Chyba hormony zaczynają we mnie buzować...

Na balkonie lato. Róże kwitną i pachną z różnym nasileniem.
Palma pierwszeństwa należy się Arthur Bell która ma piękne  żółte kwiaty i cudownie pachnie.  The Fairy ma moc kwiatów i zero zapachu, a francuska ładny, ale tylko jeden (na razie) różowy kwiat i strasznie mizerny zapach. A taka miała być pachnąca. I do tego przędziorek ją męczy, przez co zgubiła część liści i taka lekko łysawa jest. Opryskałam ją dziś ponownie wodą z płynem do mycia naczyń. Zobaczymy.


Truskawki pnące/wiszące rozrosły się, owocują i chcą się dalej rozmnażać.
Wsadzone do skrzynki rozłogi mocno podrosły, kwitną i wypuszczają kolejne rozłogi.

 Powiodło się też rozmnażanie bukszpanu. Na Wielkanoc tata Grześka przywiózł mi trzy gałązki bukszpanu do wazonu. Po świętach pocięłam je na małe kawałki, wsadziłam w wilgotną ziemię i trzymałam na oknie przy schodach, gdzie jest półcień i trochę chłodnej niż w domu. Ze dwa miesiące to trwało, ale są korzenie. To działa.
Codziennie dzieje się wiele małych i dużych wydarzeń. Najciekawsze są te, o których nie mogę, albo nie chcę pisać. Bo nie należą do mnie, albo są zbyt osobiste. Pociągające jest przecież to, co dzieje się w środku człowieka. Myśli, uczucia, relacje z innymi ludźmi. Wewnętrzne poruszenia. Decyzje. Walki ze sobą samym.

Ale to już sami wiecie ;)

Dobranoc.

czwartek, 2 czerwca 2016

Zaniedbania

Coś zaniedbać trzeba. Gdy staram się nie zaniedbywać rodziny i domu, to zaniedbuję inne obszary życia. Kiedy oddaję swój czas tym innym obszarom, to przez dom można się przekopywać, a dzieci niedopieszczone. I tak w kółko.

Chodzi mi po głowię mnóstwo myśli i refleksji życiowych, ale wciąga je życiowy wir i zapominam.

Znęcają się nade mną ostatnio różne lęki i strachy.A właściwie to ja pozwalam im się nade mną znęcać. Powtarzam sobie, że przecież nic złego się nie dzieje, ale i tak podgryza mnie to wewnętrznie. Pospolite sposoby odganiania złych myśli nie pomagają.

Czy Was, rodziców, nie nachodzą czasem lęki, że coś złego spotka Wasze dzieci? Ciężka choroba. Bardzo źli ludzie bardzo ich skrzywdzą. Na całe życie. Wypadek drogowy. I tak dalej.

A przecież zło nikogo nie omija. Cierpienie zrani każdego.
Niby WIEM, że cierpienie też ma sens. Że w moim życiu ma sens.
Ale może zrobiłoby wyjątek dla moich dzieci i je pominęło?

O Grześka tak się nie martwię. Boję się, że kiedyś , nagle przeprowadzi się z tego świata na tamten i zostawi mnie samą. I do końca życia w każdej minucie będę za nim tęsknić. Ale wiem, że on ma w sobie ziarno wiary. I wierzę, że przetrzyma cierpienie.

Dzieci są takie kruche. Chciałabym im oszczędzić przynajmniej tego niepotrzebnego cierpienia. Z grzechu. Z głupoty. A wiem, że i tak będą cierpieć.

Kiedy umarł Michał, to zrozumiałam, że takie jest ryzyko miłości. Człowiek otwiera serce, kocha i każdy może go zranić do samego środka jestestwa. Kilka sekund może go złamać. Jeden ruch może zmienić tory życia.


poniedziałek, 23 maja 2016

Blogo-ekspres

Nie mam czasu na pisanie, bo dzieci ciągle chore, nieszczęśliwe, z niedomaganiami. I do tego dałam się wkręcić w przygotowywanie ołtarza na Boże Ciało. Myślałam, że to będzie łatwiejsze, ale to jest dużo bardziej skomplikowane. Na szczęście są ludzie, którym ta sprawa nie jest obojętna i dzielnie mnie wspierają, a nawet wzięli większość spraw na siebie.

Dół mnie ogarnia.

Ale kwiatki na balkonie przynajmniej mi ładnie rosną ;)


Niedawno zakupiona fuksja. Cudeńko.
Róże mają pąki i pięknie się rozrosły.
Poobcinane i ukorzenione truskawki z rozłogów też szleją i zaczynają kwitnąć. Rzeczywiście truskawka fragoo kwitnie i owocuje cały rok,
Poziomki i nachyłki przepikowane. Jak podrosną - trafią do gruntu.

Bratki też wybujały. Niech żyje wiosna!


piątek, 13 maja 2016

...

- Mamo, zobacz, ulepiłam z plasteliny Michała.
- Twojego brata?
- Tak.
- Nawet podobny.
- Muszę mu jeszcze zrobić aurolę (aureolę ).
- Zrób.
- Bo on jest bardzo dobry, wiesz mamo.
- Wiem.
- I on czuwa nad nami.
- A skąd ty to wiesz Basiu? Ktoś ci to powiedział czy sama wiesz.
- Sama wiem.

...........................................................................................................................

- Co robisz mamo?
- Smażę naleśnika. Nie podchodź, żebym cie nie oparzyła.
- Dobrze. Tylko na mnie nie tłuszcznij.

...........................................................................................................................

- Mamo, włącz mi bajkę.
- Nie.
- Ale włącz mi. Nudzi mi się.
- To zajmij się pracą jakąś. Na przykład posprzątaj zabawki z podłogi.
- Ale podczas pracy strasznie mi się nudzi. Włącz mi bajkę.
- Jak będziesz grzeczna, to wieczorem ci włączę.
- Dobrze. Będę grzeczna cały dzień. To możesz mi już włączyć ;D

...........................................................................................................................

Cieszę się z nowych dzieci. Nie moich, cudzych ;) Cieszę się, że wokół mnie wiele kobiet nosi pod sercem dzieci. Jedne czekały na nie bardzo długo, inne krótko. Niektóre mają pierwszego człowieka w sobie, inne zdecydowały się na drugie dziecko, choć wcześniej deklarowały jedno w planach. I ze wszystkich strasznie się cieszę.


Na balkonie widać powoli lato. Truskawka pięknie różowo kwitnie i zawiązała owoce. Basia codziennie sprawdza, czy nadszedł już dzień zbiorów. A będzie do zebrania ze dwie truskawki. Ale radość taka sama, jak z kilograma.



Moje róże zawiązują pąki.  The Fairy miała już w zeszłym tygodniu, a dziś zobaczyłam u  Arthur Bell.


  Dosadziłam im w tym tygodniu po smagliczce, żeby zapełnić trochę doniczki. Poza tym smagliczka pięknie, słodko pachnie i jest rośliną miododajną. Trzeba wspierać pszczółki i dbać o to, żeby było jak najwięcej pożytków dla nich.




Ja też byłam dzisiaj na spotkaniu integracyjnym. Wyszłam z Marynią na spacer po osiedlu. Spotkałam Kasię, mamę Antka. I pogadałyśmy sobie o dzieciach, chorobach, ciążach itp. Phi! Niech wszytkie korpo-imprezy się schowają ;)

niedziela, 8 maja 2016

Patron ogórków

Dzisiaj imieniny Stanisława, a zatem najlepszy dzień na sianie ogórków do gruntu. Tak mówiły mi wszystkie starsze panie (i nie tylko starsze), gdy mieszkając przez kilka miesięcy na wsi zajmowałam się ogródkiem. A zatem drodzy ogrodnicy amatorzy stajemy przed nie lada dylematem. Bo mądrość ludowa każe siać. A logika chrześcijańska każe nie siać, bo dzisiaj niedziela, a w niedzielę nie pracujemy. I to, czy ogórki dobrze powschodzą, urosną i obrodzą zależy od Boga, a nie od ludowych porzekadeł i rad, ponieważ "On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych". Nasze ogórki potrzebują i słońca i deszczu, więc lepiej zaufać Menadżerowi Pogody ;)

Ja wysiałam do trzech pojemników ogórki już jakieś dwa tygodnie temu i powschodziły. Za jakiś tydzień gdzieś je wysadzę. Albo za płotem na stepach mareckich albo z uroczym uśmiechem podaruję mojemu teściowi, który zawsze przy takich okazjach mówi : "Tam nic nie urośnie" (na działce). Ale później przesadza to do ziemi i rośnie ;D

Byliśmy tydzień temu na działce u nich. Wiosna w rozkwicie.
Wysiane przez Basię w zeszłym roku i przepikowane niezapominajki kwitną.
Szafirki posadzone przeze mnie kilka lat temu rozmnożyły się. Zeszłoroczny łubin tez powinien w tym roku wybujać w krzak i obsypać się kwiatem. Długo można wymieniać.
Chcąc - nie chcąc przyznałam się, że czasami grzebię w glebie za płotem. Posiałam tam w zeszłym roku malwy, które w tym roku powinny zakwitnąć. I rudbekię, która mam nadzieję rozsiała się pięknie po zeszłorocznym kwitnięciu.

W tym roku wysiałyśmy, a właściwie rozrzuciłyśmy z Basią radosnym swobodnym gestem trochę nasion nasturcji, które miałam jeszcze sprzed dwóch lat. I kilka krzaczków truskawek. Może coś urośnie. Tam jest ugór, chwasty i krzaki. Nieużytek. Więc teraz będzie użytek.

Rozsada  pomidorów już się trochę zestarzała, za wcześnie wysiałyśmy je z Basią. Trudno. O pomidorach akurat dziadek Supeł wyrażał się z wielką aprobatą, a sadzonki papryczek zrobiłam na specjalne dziadkowe zamówienie.

Teściowie bardzo lubią ten ostry przysmak. W zeszłym roku z kilku mizernych krzaczków zebrali bardzo dużo owoców i wkręcili się w ich uprawę. Sobie zostawię tylko dwie sadzonki, bo więcej nie potrzebuję.

Poziomki zaczynają mieć po dwa liście i niedługo będę musiała je rozsadzić.







Podobnie nachyłki. Tylko gdzie ja to będę trzymać?

Poproszę Grześka, żeby mi kupił motykę. Pola za płotem jeszcze kawał.

Nie pisałam już kilka dni i nawet w tym czasie jakieś pomysły na posty chodziły mi po głowie, jakieś myśli ważne, ale uleciało. Widać nie takie znowu ważne.

Trochę dół mnie ogarnął na skutek złych i głupich zajęć zwanych porównywaniem się. Nie zazdroszczę urody. Ani tak zwanych piniędzy (mam wystarczająco). Ale myślę, że inni ludzie to jacyś tacy bardziej ogarnięci życiowo. Mają po kilkoro dzieci i w międzyczasie pracują, mają posprzątany dom, robią milion innych rzeczy. A u mnie jakby ciągle grajdołek. I dzieci, a właściwie jeden dzieć mocno nieposłuszny i wszędzie poza domem pokazuje jak bardzo ma w nosie zasady dobrego wychowania. Objada inne dzieci. Zabiera zabawki i nie chce się dzielić. Nie słucha po wielokroć powtarzanych próśb/poleceń. Mówi, że już tego nie zrobi, po czym wstaje i to robi. Ucieka, gdy chce go złapać. Nieposłusznik zatwardziały.  Ręce opadają. Wszystko na odwrót. Wbrew nam. Nawet po mszy, gdy wszystkie dzieci dostają osobne błogosławieństwo, latorośl nasza zasłoniła czoło i powiedziała, że nie chce. Wdała się w dyskusję z księdzem.
- Nie chcesz błogosławieństwa?
- Nie.
- Dlaczego? Jak człowiek ma błogosławieństwo, to jest szczęśliwy. Chcesz być szczęśliwa?
- Nie.

Ale inym razem znalazła medalik  i mówi do mnie:
- Widzisz mamo, to jest Pan Jezus.
- Tak.
- Tu jest Jego serce. Jak pójdziemy do nieba, to Mu to oddam.


Głupie te moje smuteczki i nic poważnego.

Trawią mnie też czasem jakiś bardziej poważne niepokoje, ale blog to nie miejsce na takie wynurzenia. I tak za dużo już na nim pisałam o naszym życiu.
Dzieci mi to kiedyż wypomną, a może nawet obrócić się to pisanie przeciwko mnie. Po raz kolejny myślę nad sensownością pisania bloga. Bo to jest jakieś kreowanie własnego wizerunku. Hm... Nie wiem.
Zjem owsiankę i pomyślę nad tym wszystkim.